Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacja z turnieju. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacja z turnieju. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 czerwca 2017

10.06.2017 4pts SAGA tournament report

So few days ago I took part in my first ever SAGA tournament. It was also first SAGA tournament in Wrocław, Poland, so most of the players were rather new and inexperienced (I was one of them, I played only 3 games before). Despite this most of the warbands were painted and we had some cool looking terrains. I played 4 games, and each of my opponents had painted army and was really chill, so every game was a lot of fun.

Kilka dni temu wziąłem udział w moim pierwszym turnieju w Sagę. Był to zarówno pierwszy turniej we Wrocławiu, więc wiekszość graczy była raczej nowa i niedoświadczona (byłem jednym z takich, wcześniej zagrałem zaledwie 3 razy). Mimo to większość warbandów była pomalowana, a stoły wyglądały ładnie. Zagrałem 4 gry, a każdy z moich przeciwników miał pomalowaną armie i był naprawdę wyluzowany, więc każda gra była czysta przyjemnością.



First game against pesky Irishmen. In this scenario each Warlord had to start the game at the centre of the table and had 12 health points. I took heavy casualties at the begining of the game (RIP berserkers), but managed to took out some Irish peastants later. Sadly this wasn't enough and after heavy fights and dealing with prevailing opponents my warlord died, and I lost the game. My biggest mistake was choosing the side wich had a forest in my deployment zone (those of you who played against Irish propably know why ;) )

Pierwsza gra przeciwko upierdliwym Irlandczykom. W tym scenariuszy każdy z Warlordów zaczynał na środku stołu i miał 12 punktów wytrzymałości. Na początku poniosłem ciężkie straty (RIP Berserkerzy), ale zdołałem się trochę odkuć później. Niestety to nie wystarczyło i po ciężkich walkach z przeważającym przeciwnikiem mój Warlord umarł, a ja przegrałem. Moim największym błędem było wybranie strony stołu z lasem w moim deploy'u (ci z was którzy grali przeciwko Irlandczykom prawdopodobnie wiedzą dlaczego ;) )






Second game against Scots. There was a river running through the centre of the table, and the point of the game was to claim objective in your opponents side. Cool game with a lot of heavy fighting for the bridges. Vikings were slightly better at skull bashing this time and I won the game!

Druga gra przeciwko Szkotom. Przez środek stołu przebiegała rzeka, a celem gry było zajęcie objectiva po stronie przeciwnika. Wyszła z tego fajna gra z ciężkimi walkami o mosty. Wikingowie byli trochę lepsi w klepaniu po głowach i wygrałem grę.




Third game against Norse-Gael. Scenario was sacred ground. I made terrible mistakes durinng the deployment and first turn of movement, so the game didn't go too good for me. Lots of proud Viking warriors died that day, and I lost.

Trzecia partia przeciwko Norse-Gael. Scenariusz sacred ground. Zrobiłem fatalny błąd w czasie wystawienia i pierwszej tury ruchu, więc gra nie poszła po mojej myśli. Wielu dumnych Wikingów zginęło tego dnia, a ja przegrałem.






Last game and Scots again, but slightly different army composition than last time. There were 5 objectives on the table, one in the centre and 4 in the corners. I risked it all and during 1st and 2nd turns I rushed for the objective in the centre, and my opponent was too afraid to attack Berserkers and one unit of Hirdmen. Then I lost one of the objectives in my deployment zone, but qickly took control of another one. There was a lot maneuvering during this game with fighting only in 4th turn, which occured with Vikings claiming slighltly more kills than Scots, so I won again.

Ostatnia gra i znowu Szkoci, ale trochę inaczej złożeni. Na stole leżało 5 objective'ów, 1 na środku i 4 w narożnikach. Zaryzykowałem wszystko i w pierwszej i drugiej turze pognałem zająć cel na środku, a mój przeciwnik za bardzo obawiał się walki z Berserkerami i oddziałem Hirdmenów. Pózniej straciłem jeden objective w moim deploy'u, ale szybko zająłem inny. W czasie gry było dużo manewrowania, a do walki doszło dopiero w czwartej turze, co poskutkowało tym że Wikingowie spowodowali większe straty niż Szkoci i wygrałem drugą grę.







With 2 wins and 2 loses I came 6th (there were 11 players total) and was pretty pleased with this place. I learned a lot during those games, and I can't wait for next SAGA tournament. I want to thank all my oponents for great games and Bolter Cafe for providing us place, terrains and delicious Choco Marine cake.

Mając na koncie 2 wygrane i 2 przegrane gry skończyłem na 6 miejscu (było łącznie 11 graczy) i byłem (nadal jestem) zadowolony z tej pozycji. Sporo się nauczyłem w czasie gier i nie mogę się już doczekać kolejnego turnieju w Sagę. Dziękuję wszystkim przeciwnikom za świetne gierki i Bolter Cafe za ugoszczenie nas miejscem, terenami i pysznym ciastem Choco Marine.

środa, 23 listopada 2016

Kampania Jesienne manewry-relacja

Przez ostatnie sześć tygodni w naszym lokalnym ośrodku Bolt Action we Wrocławiu czyli Planszóweczce odbywała się kampania na zasadach małej ligi, w której wziąłem udział. Przez sześć tygodni do rozegrania było sześć scenariuszy czyli granie było bardzo intensywne i czasem musiałem się nieźle nagimnastykować żeby rozegrać scenariusz w danym tygodniu. Ostatecznie zagrałem aż osiem gier, bo dwa scenariusze powtarzałem żeby inni gracze mogli je nadrobić.


Bawiłem się wspaniale a dosłownie każda gra była bardzo zacięta i ewentualne zwycięstwo czy nawet remis nie przychodziło łatwo. Kolejna zaletą były scenariusze. Każdy z nich posiadał inne warunki zwycięstwa, więc nie było mowy o nudzie, wręcz przeciwnie do każdego trzeba było zmieniać styl gry i taktykę co bardzo mi się podobało. Oprócz tego zazwyczaj wolę się bronić, a we wszystkich scenariuszach typu atak-obrona byłem atakującym i nauczyłem się kilku nowych sztuczek. Wszystkie  scenariusze napisał Generał z bloga WrocWar, ale czwarty, piaty i szósty powstały na bazie scenariuszy od Gentleman's club.

Scenariusz 1: Patrol o świcie
Scenariusz 2: Przełamanie frontu
Scenariusz 3: Bezsenna noc
Scenariusz 4: Droga do miasta
Scenariusz 5: Oblężenie
Scenariusz 6: Zatrzymać pociąg

Pierwsza gra z Generałem. Gra polegała na zdobywaniu objective'ów, których było sześć. Trochę się obawiałem, bo Rangersi Generała już przed grą dzięki swojej zasadzie mogli zgarnąć jeden. Planowałem wykorzystać przewagę jaką daje mi czołg i użyć go do przełamania pozycji amerykańskich i jako jeżdżącej tarczy dla mojej piechoty. Ostatecznie Bazooka tak mi go zapinowała, że to piechota musiała go osłaniać. Bardzo pomocna okazała się piątka Osttruppen, która mimo strat zgarnęła jeden objective a potem zaniosła go w bezpieczne miejsce, co pozwoliło mocniejszym oddziałom być w centrum akcji. Gdy w końcu udało mi się ruszyć czołg odbiłem jeden znacznik, ale nie graliśmy 7 tury i zabrakło cali by spróbować zgarnąć czwarty, więci ostatecznie gra skończyła się remisem.

Drugi scenariusz z Cacymiłem. Znowu Amerykanie, ale zupełnie inaczej złożeni. Musiałem atakować, a w sześć tur dobiec do krawędzi przeciwnika i jeszcze wyjąć z dwóch ruin oddziały weteranów nie mogło byc łatwym zadaniem. Chciałem szybko wyeliminować bazookę, żeby czołgiem gnać pod krawędź przeciwnika i zająć kluczowe pozycje piechotą, która miała za nim biec. Udało mi się to w miarę szybko, ale później mój Panzer został unieruchomiony przez Greyhounda co mocno pokrzyżowało moje plany i musiałem nieźle się napocić by zająć drugi objective, który obstawiali Rangersi. Dzięki temu, że graliśmy dodatkową, siódmą turę udało mi się dobiec na koniec stołu, z point blanka przywalić Rangersom, a drugim, oddziałem zająć ich pozycje. Grę tak naprawdę pozwolił mi wygrać Fubar! na jednym oddziale piechoty amerykańskiej, który po dostaniu jakiegoś przypadkowego pina uciekł ze stołu. Pierwsza wygrana w kampanii.

Muszę w końcu skończyć tego Panzera...
Trzeci Scenariusz również z Cacymiłem, tym razem już na 750pkt. Gra bardzo mi się podobała, walka nocna w ruinach Breslau to jest to. Granie nocnych scenariuszy wywraca rozgrywkę do góry nogami i zmusza do bardziej agresywnych posunięć, co zaowocowało sporą ilością close combatów. Szło mi całkiem nieźle, miałem plan na grę, który pokrzyżowało wyłączenie Panzera z akcji przez Bazookę zanim zdążyłem zając się Stuartem i Greyhoundem. Po tej akcji praktycznie wszystkimi jednostkami biegłem w stronę bazy przeciwnika i nie było tury, w której mój dowódca nie aktywowałby jakiegoś dodatkowego oddziału. W piątej turze miałem nawet szansę na wygraną, ale już w siódmej niewiele brakowało bym przegrał. Na koniec został mi snajper i dwóch Osttruppen, a gra skończyła się remisem.

Czwarta gra z Pawłem AKA Dzudzio i jego Waffen-SS, czyli manewry niemieckie. Scenariusz z drogą był trochę dziki i podchodziłem sceptycznie nastawiony, ale okazał się spoko. W pewnym momencie myślałem, że mam już po grze gdy straciłem czołg, flamera i snajpera zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, ale mój jeden oddział w ruinach cudem wygrał walkę z weteranami SS co odwróciło szalę zwycięstwa na moją stronę. Gra mimo to była bardzo zacięta i dochodziło do kilku wymian ognia na point blanku. Na koniec udało mi się kontrolować oba znaczniki i zniszczyć kilka jednostek, miedzy innymi Hanomaga co pozwoliło mi wygrać.

Piąty scenariusz, już 900pkt i znowu Cacymił po drugiej stronie stołu. Nie miałem totalnie pomysłu jak ugryźć ten scenariusz ani jako obrońca ani jako atakujący. Wyszło tak, że miałem atakować więc postanowiłem wszystkim wyjechać w pierwszej fali i olać rezerwy, co okazało się dobrym pomysłem i pozwoliło od początku przygwoździć broniących się Amerykanów. Skupienie się ciężkiego sprzętu na moim Panzerze dało mi tez szansę by mniej zachowawczo grać piechotą. Morderczy okazał się flamer, który podwieziony Kettenkradem usmażył w dwie tury weteranów w budynku. Mnie za to bardzo zabolała strata dużego oddziału grenadierów, w którego środek wpadł pocisk ze średniego moździerza. W szóstej turze popełniłem błąd, który sprawił że straciłem najlepszą szansę na zwycięstwo, bo oddział, który miał zająć jeden budynek strzelił do niego, zamiast wykonać rozkaz advance, a w kolejnej turze zabrakło mi cali by wejść do środka i wyciągnąć z niego dwóch żołnierzy przeciwnika. Panzer oprócz skupiania na sobie uwagi nie zrobił do końca gry nic, ale za to Panzershreck celnym strzałem zza rogu budynku zniszczył Stuarta. Na koniec gry udana szarża moich waffenów niszczy greyhounda i gra kończy się remisem.

Szósta gra i kolejny raz Paweł. Po przeczytaniu scenariusza wiedziałem, ze chcę być obrońcą, ale kości jak to kości bywają niewdzięczne i oczywiście musiałem atakować. Szybko w głowie ułożyłem plan i postanowiłem się go trzymać bo warunki zwycięstwa tego scenariusza nie rozpieszczają atakującego (nie żeby obrońca miał różowo). Chciałem wykorzystać drogę by czołgiem szybko dostać się w pobliże torów, a Kettenkradem podwieźć flamera w miejsce gdzie będzie mógł odpalić się w zatrzymaną lokomotywę i oddział w środku. Za tym wszystkim pobiegł dowódca i dwa moje najsilniejsze oddziały, z których jeden miał zaszarżować to co zostanie w lokomotywie, a drugi wspierać. Reszta jednostek miała strzelać i pinować oddziały przeciwnika. Kilka moich niefartownych rzutów mocno utrudniło mi grę, ale ostatecznie postawiłem wszystko na jedną kartę czyli zatrzymanie całego składu niezależnie od strat. W tzw. międzyczasie straciłem dwa bardzo ważne dla mojej taktyki teamy, czyli miotacz ognia i panzershrecka, a sytuacja była ogólnie zła i nie zapowiadało się na inny wynik niż moja przegrana. Mojemu czołgowi udało się przez dwie tury utrzymać pociąg w miejscu, ale w dwóch ostatnich turach, wszystko zależało już od moich weteranów z 4xSTG, 2xSMG i 2xRifle, którzy zaszarżowali dowódcę w lokomotywie, nie pozwalając jej odjechać. Było bardzo blisko tego by zostali zniszczeni przez ilość pinów jaką mieli na sobie, bo strzelało do nich wszystko, a raz wykonując rozkaz Rally ściągnąłem tylko 2 PINY. Ostatecznie po trzech rundach walki wręcz z W-SS Pawła przegrali, ale pociąg pozostał w ostatniej turze stacjonarny, co pozwoliło mi zremisować cudem grę. To była jedna z najlepszych gier jakie miałem okazję zagrać, a na pewno jedna z najbardziej krwawych i chcę jeszcze raz rozegrać ten scenariusz. Na koniec został mi Kettenkrad i oddział Osttruppen (czyli 46pkt z 900), którego celny ostrzał pinował i zatrzymał w miejscu Hanomaga przez trzy tury.




Wszystkie moje figurki na drodze i po jej lewej stronie to ofiary.
Po wszystkich grach miałem dwa zwycięstwa i cztery remisy co dało mi 28 punktów i wygraną w kampanii. Gdybym w ostatniej grze przegrał z Pawłem oboje mielibyśmy po 27 punktów i ex aequo pierwsze miejsce, ale tak jak pisałem cudem udało mi się zremisować scenariusz nr. 6. Dziękuję wszystkim przeciwnikom za bardzo luźne i bezspinowe, ale zacięte gry i bardzo fajna atmosferę przy stole, a Planszóweczce za zorganizowanie tej imprezy, oby więcej takich! Szczególne podziękowania dla Generała, który użyczył swoich prywatnych terenów (to te wyraźnie ładniejsze na zdjęciach). Strasznie się też nakręciłem na granie w Bolta i nie mogę się doczekać kolejnych rozgrywek i eventów tego typu. Oprócz tego kampania zachęciła nowych graczy do systemu, rozruszała nasze środowisko, a kilka osób (w tym mnie) zmotywowała do domalowania kilku nowych rzeczy, więc chyba wszystko się udało.



A to moja nagroda za zwycięstwo, nowy box 30 grenadierów! Część z nich na pewno skonwertuję na Sturmpionierów, zrobię sobie obserwatorów, a kilku zwiększy mój zasób zwyczajnych, regularnych jednostek, którymi granie bardzo mi się spodobało. Zapowiada się jeszcze więcej pracy i zaległości, ekstra!


środa, 5 października 2016

Relacja z pierwszego Turnieju o Puchar Dolnego Śląska

Po długim okresie przerwy od latania w dwuwymiarowym kosmosie, postanowiłem wrócić do regularnego grania w X-winga i dlatego zapisałem się na pierwszy z serii turniejów o Puchar Dolnego Sląska. Turniej odbył się 01.10.2016 w Alei bielany, a zorganizowany był przez kluby Space Cake Crew i The Gamblers, przy ogromnym wsparciu Alei Bielany i lokalnego sklepu Mag Planszowy. Organizacyjnie wszystko było na naprawdę wysokim poziomie. Miejsca dużo, teren turnieju odgrodzony taśmami od od reszty świata, wokół chodziła ochrona, czas do końca rundy wyświetlany na dużym telewizorze, osobny sędzia (nie jeden z graczy jak to zwykle bywa), żadnych opóźnień, a do tego wszystkiego masa nagród i to nie tylko za wyniki. Przed turniejem myślałem, że granie centrum handlowym to niezbyt dobry pomysł, ale okazało się że wręcz przeciwnie. Wokół stołów przewijała się masa osób, z których większość była bardzo zainteresowana tym co się na nich dzieje, a mimo to nikt nie przeszkadzał nam w grze (czerwone taśmy i ochrona robiły swoje). Eventy takie jak ten promują to hobby w najlepszy możliwy sposób, poprzez docieranie do bardzo dużego grona potencjalnych odbiorców, którzy na miejscu od razu mogą nauczyć się grać i kupić starter. Z tego co widziałem to przez stoisko Maga Planszowego, gdzie można było zagrać intro przewinęło się sporo osób, w naprawdę różnym wieku.



Stoiska Maga Planszowego



Nagrody

W X'a nie grałem tak długo, że nie miałem pojęcia jak bardzo zmieniła się meta i co w niej teraz króluje. Dodatkowo jak wiadomo podczas dłuższych przerw wychodzi się z wprawy i bardzo mocno to odczułem podczas grania, mimo że przed samym turniejem miałem okazję rozegrać kilka gier na rozruszanie. Do rozpiski wrzuciłem to co miałem kiedyś całkiem nieźle oblatane, czyli Turbo Dasha, ale z Kananem Jarrusem zamiast Kyle Katarn'a jak zwykle i Ghosta, którym latałem sporo tuż przed przerwą.

Rozpiska wyszła taka: 
Lothal Rebel + Fire-Control System + Dorsal Turret + Chopper + Hera Syndulla + Tactical Jammer
Dash Rendar + Push the Limit + Heavy Laser Cannon + Kanan Jarrus + Outrider + Engine Upgrade
(100)

A wyglądała tak:


Do tego wziąłem trzy chmury Debris zamiast asteroid, bo Dash może po nich bez konsekwencji latać, a Ghosta to i tak średnio obchodzi. Starałem się w każdej grze ustawiać je ciasno i żeby zmuszać przeciwnika do lawirowania między nimi.

PIERWSZA RUNDA

Trafiłem na Alberta i nie był to pierwszy raz gdy gram z nim pierwszą grę na turnieju. Albert leciał dwoma K-wingami z TLT i bombami, co wydawało mi się całkiem niezłym jak dla mnie paringiem. Na początku raczej średnio poleciałem Ghostem, ale za to Dashem trzymałem się ciągle w zasięgu tylko jednego K-winga, przez co mój przeciwnik skupił się na Lothalu, a ja w tym czasie mogłem bez stresu latać Dashem biorąc prawie zawsze target lock i focus. Później Albert pomylił się dosłownie o 1mm i swoim Conner Netem nie trafił w mój statek, więc miałem z górki. Mimo to na koniec straciłem Ghosta, a zanim spadła Miranda Doni, zdążyła zjeść TLTkami pół Dasha. Ostatecznie 100-71 dla mnie

DRUGA RUNDA

Grałem z moim klubowym kolegą Marcinem, który leciał kanoniczną rozpiską z Lukiem Skywlakerem z R2-D2 i Hanem Solo z Chewbaccą. Ta rozpiska raczej średnio sobie ostatnio radzi,ale mimo to straciłem połowę punktów za oba statki. Luke'a udało mi się ściągnąć bardzo szybko, bo to na nim chciałem się na początek skupić, a dzięki jednemu manewrowi, udało mi się wylecieć mu z arca na dwie tury strzelania, których już nie przeżył. Z Hanem męczyłem się dłużej, i to on zadał mi najwięcej obrażeń. Gra skończyła się 100-50 dla mnie i była naprawdę przyjemna.

TRZECIA RUNDA
Nie pamiętam ksywki przeciwnika, ale leciał tym czego bałem się najbardziej czyli trzema defenderami na PS8. Chciałem ściągnąć chociaż jednego, ale spieprzyłem już w rozstawieniu i potem męczyłem się żeby pozycjonować Ghosta. Punkty Hulla z obu statków spadały bardzo szybko i gra skończyła się przegraną 0-100.  Jest nauczka na przyszłość.


CZWARTA RUNDA
Grałem ze Świetlikiem, który poleciał Mirandą Doni, Biggsem i Norą Wexley. ARC-170 to statek, z którym grałem po raz pierwszy i okazał się dużo ciekawszy niż myślałem, będę go musiał przetestować za niedługo. Plan na grę miałem niezły, ale słabo go wykonałem. Nie pomogło też wylądowanie Ghostem na ziemniaku w pierwszej turze strzelania, przez co przeciwnik go olał i wyładował wszystkim w Dasha. Ostatecznie udało mi się zestrzelić Biggsa i ściągnąć parę punktów z Nory i Mirki, niestety ich nie zabijając. Na koniec bardzo długo latałem Dashem i Ghostem, którzy obaj byli na ostatnim HP, aż w końcu Dash spadł od TLT, a Ghost dostał kryta za debris. Na koniec 29-100 dla Świetlika.

PIĄTA RUNDA
W piątej rundzie grałem z Boniakiem, który poleciał Lambdą z Palpatinem na pokładzie, Hrabiną Ryad i Vesserym. Wiedziałem po poprzedniej grze, że przebić defendera jest ciężko nawet z czterech kości, a z Palpim na stole będzie to prawie niemożliwe. Mój plan zakładał więc eliminację palpamobile jak najszybciej. Ghost poleciał prosto na pałę a Dash trzymał się trochę z tyłu. Lambda spadła chyba w trzeciej turze. Udał mi się potem całkiem nieźle przewidywać ruchy przeciwnika, raz zbumpowałem Vesserego, a później długo uciekałem z arca hrabiny, ale za mało wsadzałem obrażeń, w zamian dostając sporo. Katowałą mnie umiejętność Vesserego, która pozwalała mu na przerzut obrażeń za TL hrabiny. Ostatecznie skończyło się 33-100.


SZÓSTA RUNDA
Dawid-mój przeciwnik poleciał Contracted Scoutem i Asajj Ventress z nowej fali. Dawid wystawił swoje statki, w narożnikach, więc ja moje oba ustawiłem na wprost Scouta. Szybko poleciałem do przodu i równie szybko go ściągnąłem, w zamian dostając kilka buł na Ghosta. Z shadowcasterem męczyłem się dłużej przez sprytne combo: jeśli jestem w zasięgu 1-2 dostaje stres, a potem Shadowcster może go użyć do dodania evade do wyników na obronę. Przez to bardzo ostrożnie używałem Push The Limit. W końcowej fazie gry udało mi się wciągnąć przeciwnika w asteroidy, a później polecieć dosyć dziko i uciec mu z pola rażenia, co pozwoliło mi wygrać. W międzyczasie straciłem Ghosta, a Dashowi został cały hull i jedna tarcza. 100-42 dla mnie. To była chyba najfajniejsza gra tego dnia, a gdybym nie zapomniał o nagrodzie fair play, to nominowałbym do niej Dawida.

Ostatecznie 3 wygrane i 3 przegrane, więc średnio, ale nie da się wrócić do formy (nie żebym kiedykolwiek był jakimś dobrym graczem) bez dostania oklepu. Jest z czego wyciągać lekcje i wnioski na przyszłość.

Wszystkie rozpiski i wyniki turnieju można zobaczyć tutaj: XWing List Juggler.